Spływ Radunią, Goręczyno - Trątkownica, 03. 05. 2008r
We wtorek Ludka zapytała Marka, „popływamy w długi weekend?” ”Czemu nie” - odpowiedział
i na drugi dzień Ludka przysyła dokładny plan spływu.

Płyną w sobotę 3 maja 11 km Radunią. Wyjeżdżamy o 9.00 i spotykamy się wszyscy na dworcu kolejowym w Somoninie.

Startują od  68 km poniżej jeziora Trzebno  

Płaskie niezalesione tereny między łąkami do mostu drogowego i zabudowań w Goręczynie

66km most, kładka z podwieszonymi rurami, dwa mosty kolejowe, Somonino   61 km, most drogowy, kładka.

Za mostem po lewej miejsce biwakowe, 58 km kładka tarasująca korytu rzeki, pod linią wysokiego napięcia kładka z potężnych kłód,

57 km most betonowy w Trątkownicy.

Marek był pod wrażeniem precyzyjnej trasy. Padła propozycja wśród  „6 rano”. Kto ma ochotę niech jedzie z nami. Pojechaliśmy na 4 samochody.

Ludka z Januszem, Brygidką i Kasią. Lulu córka Ludki z Jacksonem, Adam z Olą, Ola z córką Emilią
i ja z Markiem i Olkiem naszym synem.

Zostawiamy ich w wodzie przy moście w Goręczynie. Wszyscy w doskonałych humorach, trochę wieje i słońce nie za bardzo radzi sobie z ogrzaniem powietrza. Ale to nie my będziemy płynąć. Ludka i Marek przebierają się. Koło mostu zrobiliśmy małe zamieszanie, pojawiają się pierwsi mieszkańcy okolicy i z zaciekawieniem patrzą z mostu. Gotowi w piankach ruszają z nurtem. Spotykamy się za 2 godziny.

Cała reszta jedzie na most do Trątkownicy. Tam zaplanowaliśmy wycieczkę. Lulu, Jackson i Emilka biegną wzdłuż rzeki. Pozostali idą w przeciwny kierunku. W lesie jest cieplej, Brygidka nawet zaczyna się rozbierać. Natrafiamy na prywatne posesje i pies właścicieli uporczywie daje nam znać, że nie jesteśmy tu mile widziani. Wzdłuż linii kolejowej po woli wracamy do samochodów, jest pięknie, zielono i pachnąco. Olek po drodze naliczył 10 spotkanych żab, drogę przebiega nam sarna, niestety nie zdążyliśmy zrobić jej zdjęcia.

Ponieważ naszych pływaków jeszcze nie widać, rozkładamy na trawie Biwak. Mamy ciasto, owoce
i herbatę z wiśniówką. Ola i Kasia nie chcą przepuścić okazji i decydują się wykąpać. Po krótkiej rozgrzewce wskakują do wody i płyną krótki odcinek na drugą stronę mostu. Kasia rzuca - „zrobiłabym to jeszcze raz”, Ola na to - „no to chodź” i ponownie wskakują do wody, aby wypłynąć po drugiej stronie mostu. Biegną się ubrać i wracają do nas na herbatę.  Po chwili wracają Lulu z Emilką i Jacksonem. Razem czekamy na Ludkę i Marka. Jest chłodno, Brygidka się ubiera. Kasia i Ola nie chcą siedzieć i decydują się pobiegać, a my gadamy i śmiejemy się. Po dobrych 2 godzinach dopływają. Mają trudności wyjść z wody, ponieważ w tym miejscu jest głęboki muł. Uśmiechnięci, ale obolali.

Na pewnym odcinku rzeki są niebezpieczne kamienie. Ludka uderzyła się jednym z nich w udo. Bardzo ja boli, Marek uderzył się w kolano, bardzo już z resztą nadszarpnięte. Kontuzje będą leczyć później a teraz cieszą się, że przepłynęli.  Ludka mówi, że to trudna rzeka. Wartki nurt, 2 razy musieli wyjść i przejść kawałek brzegiem, bo ryzyko było zbyt duże. Marek na pewnym odcinku płynął z deską pod brzuchem, żeby kamienie nie pocięły mu brzucha. Ale udało się.

Szybko się ubierają i jedziemy na pierogi „Do Przyjaciół”, o których od rana marzy Brygida.

Po pierogach, z których wyłamują się Janusz i Jackson żegnamy się i wracamy do domów.
To był bardzo sympatyczny dzień. Dla wszystkich.

 

Pozdrawiam i dziękuję Kasia Wojda - przyjaciel morsów.




foto w galerii
    Data dodania: 2010-04-16 11:47:38  (Ostatnia zmiana: 2010-04-20 13:19:40)
 Autor:

© Trzy Mola 2010