| Narty, Stare Gierałtowo, Czarna Góra, marzec'2010 |
W dniach 28.02-6.03.2010 wybraliśmy się grupą 11 osób do Starego Gierałtowa na narty. Część osób aby poszusować z Czarnej Góry (najdłuższa trasa dł.1600m),część natomiast na narty biegowe.Zakwaterowaliśmy się w bardzo przytulnym, ale przestronnym pensjonacie ze śniadaniami o obiadokolacjami w bardzo przystępnej cenie. Tuż za oknem pasły się sarny i koziołki, ale mieliśmy też i jelenie, tylko tyle, że były to jelenie wewnętrzne.Dzięki fenomenalnym zdolnościom lokalizacyjnym Ewy, udało nam się znaleźć doskonałe trasy, ośnieżone, przygotowane, pomimo tego początki były dla nas trudne. Po pierwszych, nieudanych próbach naśladowania Justyny Kowalczyk, wpadliśmy na pomysł, żeby potrenować po prostu stojąc na nartach. Treningi prowadziła oczywiście - Ewa.Wieczorami nie nudziliśmy się, o nie!!! Było dużo śpiewów, ogólna wesołość, a nawet odbył się wieczorek literacki, na którym Zbyszek czytał fragmenty książki Tomasza Jastruna "Rzeka podziemna", ale ze względu na odwagę opisów kontaktów cielesnych głównego bohatera z jego koleżankami - musieliśmy wieczorek przerwać, i zaczęliśmy śpiewać piosenki harcerskie.Zwiedziliśmy kopalnię uranu i jaskinię niedźwiedzią w Kletnie oraz kopalnię złota w Złotym Stoku. Nie było tam oczywiście ani uranu, ani zwierząt, ani złota,z a to było interesująco i mili ludzie. Polecamy!Zwiedziliśmy Bystrzycę Śląską, Kłodzko, Kudowę Zdrój, a nawet pojechaliśmy do Czech, gdzie w miasteczku Żamberk kupiliśmy trochę płynów na wieczór.Osobliwościami Kotliny Kłodzkiej okazały się oprócz oczywiście gór i śniegu- udostępnione do zwiedzania nieczynne kopalnie, widoczne wszędzie wapienniki do gaszenia wapna, miasta o bardzo bogatej historii, robiąca wrażenie kaplica czaszek w Kudowie, no i wreszcie ruchome szopki.Zwiedziliśmy dwie z nich. W Kudowie oraz w tzw.śląskim Jeruzalem, czyli w niesamowitych Wambierzycach.W dzień odjazdu przyszedł niespodziewanie duży mróz, także ledwo udało nam się uruchomić nasze mechaniczne rumaki. A szkoda! Bo chętnie zostalibyśmy tak jeszcze dłużej. Całkim zapomniałem o imieninach Kaja i Oli. A więc bylo tak: Nasze morsessy przebrały się w stroje galowe i głęboko patrząc w Kajowe oczy zaśpiewały mu dwie piosenki."I ty, tylko ty bedziesz moim panem".... oraz "Dziś do ciebie przyjść nie mogę"...Po kilku dniach intensywnych prób, grupa biegowa doszła do zupełnie niezłej formy. Po tym jak nauczyliśmy się utrzymywać się w pozycji pionowej,doszliśmy także do opanowania trudnej sztuki zatrzymywania się oraz zjeżdżania z niesamowicie płaskich góreczek.Dla wielu z nas bylo to, jak zdobycie Czomolungmy. galeria |
|
Data dodania: 2010-04-16 12:03:34
(Ostatnia zmiana: 2010-06-27 15:23:30) Autor: Zbyszek |










